Paczatek splywania...
2009-12-07
Zaczynam... To bedzie moja terapia... Terapia od Twojej zdrady, od Twojego traktowania, od Ciebie... Moze mi sie uda... Moze w koncy splynie to ze mna i zniknie....
Wiedzialam kim jest kiedy zaczynalam go kochac... Wiedzialam jakim jest czlowiekiem, ale glupia brnelam w to wszystko... Lecialam do niego jak cma do swieczki, zeby pozniej sie spalic... I co z tego mam? Zycie jak w wiezieniu, obelgi, zdrade...Gehenne...
Bylam w ciazy kiedy dowiedzialam sie co robi, 7 dni po naszym slubie... Rozmowy z panienkami na czacie..., wirtualny sex.... Szok... Po cholere ten slub byl wogole? Po co wypowiadal slowa przysiegi malzenskiej... Po co to wszystko??? Ale wybaczylam, jednak nie zapomnialam... Pol roku pozniej to samo... Zlamalam haslo na jego laptopa i ujrzalam pieklo... Od tego moementu nie moge na niego patrzec, nie umiem z nim zyc...
Wielcy psychologowie mowia - zostaw, odetnij sie od tego, to smiec... Tak ja o tym wiem, ale nie umiem... Leze z to bloto jeszcze glebiej az w koncu sie w nim utopie i umre z zabloconymi plucami... To wcale nie jest godna smierc...
Co innego jakby podszedl do mnie powiedzial ze cos z nami sie dzieje zlego, albo wprost powiedzial ze mnie nie kocha i chce byc z kims innym... Ale nie! On tego nie umie, to cholerny tchorz!
Przez te prawie rok malzenstwa zgniol mnie jak nikt inny.. Sprowadzil do parteru... Ale ja jestem mu wierna jak pies, i jak pies z kulawa noga jestem traktowana... I co mam zrobic?Wiele razy chcialam juz zamknac drzwi od srodka zeby jak wraca z pracy nie mogl wejsc... Wiele razy chcialam nie odbierac od niego telefonow, bo po co? Zeby znow sluchac klamstw?? Ale nie umiem, zabral mi ta sile ktora kiedys mialam... Jakis cholerny wampir energetyczny...
Juz mu ne wierze, nie wiem czy jak wraca pozno z pracy nie wraca od jakiejs panny, nie wiem czy jak jedzie w delegacje nie jedzie z nia na upojny tydzien...
Szczerze? Mam wielka nadzieje ze kiedys to znajdzie i przeczyta jakim jest gnojem! Moze wtedy to do niego dotrze, tylko... Czy nie bedzie za pozno?
|